|
|
|
|
Poznaj Mistrza |
Na tej stronie możesz przeczytać o sportowcach, którzy są dobrze
znani w swoich krajach, a czasami w całej Europie czy na
świecie. Wielokrotnie mówi się o nich jako gwiazdach
współczesnego sportu.
Są podziwiani za ich sportowe osiągnięcia, styl życia czy też
wyznawane wartości.
Wszyscy oni mają jedną wspólną cechę czytają i wierzą w prawdę
zawartą w Piśmie Świętym. Nie są oni doskonali ale Bóg naprawdę
jest ważny w ich życiu.
|
|
Dariusz Jabłoński |
|
Myślałem, że byłem chrześcijaninem. Chodziłem do kościoła,
spowiadałem się, starałem się dobrze postępować i nikomu nie
wadzić. Żyć z innymi ludźmi w zgodzie. Uchodziłem za człowieka
spokojnego i cierpliwego, lecz nikt nie zdawał sobie sprawy ile
wysiłku kosztowało mnie ciągłe kontrolowanie siebie.
Chciałem panować nad swoimi emocjami i wiele rzeczy dusiłem w
sobie. Czytałem wiele książek na tematy życiowe, w stylu: jak
pozytywnie myśleć, sztuka przebaczania, sztuka motywacji,
radzenia sobie ze stresem. Walczyłem z popełnianymi przeze mnie
grzechami. Chciałem nie grzeszyć. Nie umiałem wyzwolić się z
grzechu. Nie mogłem znieść tej niemocy, bezsilności. Wierzyłem w
Boga i wiedziałem, że jest blisko mnie, lecz tak naprawdę to Go
nie znałem.
Zdarzyło się tak, że Bóg posłał do mnie pewnego człowieka, który
zapytał się mnie, czy przyjąłem Jezusa Chrystusa do swojego
serca jako Zbawiciela? Oczywiście jako chrześcijanin odparłem,
że tak, jest w moim sercu. Jednak tego dnia kiedy kładłem się
spać ogarnęły mnie wątpliwości, czy aby napewno Jezus mieszka w
moim sercu. Zdałem sobie sprawę, że żyłem w błędzie. Jezus był
blisko mnie, ale nie we mnie. Wyznałem swoje grzechy i przyjąłem
Jezusa Chrystusa do swojego serca. Od tego czasu zacząłem czytać
Pismo Święte i wzrastać z moim Panem JEZUSEM CHRYSTUSEM. Jezus
stał się numer jeden w moim życiu. On mnie prowadzi i teraz
jestem wolny. Wolny od złości, żalu czy pretensji. Oddałem
Jezusowi swój rozum, swoje emocje, swoją wolę. Teraz On mnie
prowadzi a ja Mu ufam.
Dariusz Jabłoński mistrz świata z 2003 roku
|
|
|
Juan Carlos Valerón |
|
jest jednym z najlepszych w swoim fachu. Gra dla Deportivo La
Coruńa - jednego z najlepszych klubów hiszpańskich, występuje
też w reprezentacji narodowej Hiszpanii. Brał udział w
rozgrywkach Ligi Mistrzów, Euro 2000 oraz w mistrzostwach
świata. Interesujący jest jego pogląd na zadowolenie i
spełnienie w życiu.
"Kiedy jesteś młody, pragniesz osiągnąć wszystko, co tylko
można, w moim przypadku była to gra w piłkę w najlepszym
zespole, wejście do sportowej elity, to był mój cel. Miałem
szczęście i udało się - zagrałem w pierwszej lidze, zostałem
wybrany do reprezentacji narodowej, grałem w mistrzostwach
Europy - być może są to największe rzeczy, jakie się mogą
przydarzyć piłkarzowi.
Po osiągnięciu tego wszystkiego człowiek uświadamia sobie
jednak, że nie są to rzeczy ważne, że nie mają wartości, jeśli w
życiu panuje pustka. Zrozumiałem, że wszystko, co można
osiągnąć, jest pozbawione wartości jeśli nie daje to szczęścia -
jeśli ludzkie serce nie jest pełne Boga. Miałem w życiu trudne
chwile i Bóg był zawsze ze mną. Dlatego wiem, że aby być
szczęśliwym, nie trzeba być kimś, trzeba jedynie mieć w sercu
Boga.
Juan Carlos był od zawsze świadomy istnienia Boga. Wychowany w
Hiszpanii, mówi:
"Wierzyłem w Boga tradycyjnie, jak wszyscy".
Dopiero życiowe problemy zmusiły go do głębszego zastanowienia
nad duchową stroną życia. "Podobnie jak większość ludzi, nie
mogłem samemu znaleźć rozwiązania swoich problemów, więc w końcu
zwróciłem się do Boga. Również jeden z moich braci poznał i
uwierzył w Boga. Niedługo potem przeżyłem dwa potężne ciosy.
Zmarł mój brat, a w krótkim czasie również ojciec. Mój brat miał
jedynie trzydzieści lat. Była to dla nas tragedia. Jednak Bóg
miłosiernie zatroszczył się o nas, szczególnie o siostrę i
matkę, które najbardziej cierpiały. Wiem, że bez Bożej pomocy
nie poradziłyby sobie ze śmiercią brata".
Dla Juana Carlosa Valeróna przyszłość jawi się w jasnych
barwach. Jednak ma właściwy stosunek do życia: "Mając Jezusa w
sercu, wiem, że wszystko, co się wydarzy w moim życiu, będzie
służyło mojemu dobru, dlatego wszystko przyjmę z radością".
"Czytam Biblię, ponieważ wierzę, że jest Słowem Bożym, które Bóg
dał nam, byśmy mogli Go lepiej poznać i żyć po chrześcijańsku,
abyśmy wiedzieli, jak postępować. Lubię szczególnie Psalm 23,
który mówi o tym, że Bóg zawsze będzie z nami, niezależnie od
tego, co się wydarzy. On będzie z nami zawsze, w dobrych i złych
czasach". |
|
 |
| |
| |
|
|
|
Jonathan Edwards |
|
Rekordzista świata w trójskoku, dwukrotny mistrz olimpijski.
Wyobraź sobie, że właśnie ustanowiłeś nowy rekord świata, który
próbowano pobić od 10 lat. Co zrobiłbyś ze sławą i możliwościami
finansowymi, jakie przyniósł ci ten sukces? Jeżeli byłbyś
Johnatanem Edwardsem, to odrzuciłbyś lukratywny kontrakt z
zagranicznym klubem, występowałbyś tylko w swoim kraju i spędzał
cały wolny czas z rodziną. Brzmi jak pomysł szaleńca? Na pewno
nie dla Edwardsa, srebrnego medalisty Olimpijskiego z 1996 roku:
"Nie mam zamiaru zbić fortuny na swoim talencie. Jestem jedynie
wdzięczny za to, jakim on jest dla mnie błogosławieństwem".
Edwards, mąż i ojciec dwójki dzieci, został dosłownie wyniesiony
na szczyt, podczas Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce w 1995
roku, gdy tego samego wieczoru ustanowił dwukrotnie nowy rekord
świata w trójskoku. Stał się pierwszym człowiekiem, który
skoczył ponad 18,25 metra.
"Uważam, że mój sukces został mi darowany przez Boga. On to
zaaranżował. Jest wielu znakomitych zawodników, ale wtedy jakoś
im się nie układało".
W życiu Edwardsa nie wszystko było zawsze takie proste. Gdy w
1992 roku podjął decyzję by nie startować w zawodach, które
odbywały się w niedziele, stracił kontakt z wieloma rywalami i
nie brał udziału w ważnych wydarzeniach lekkoatletycznych. Po
porażce jakiej doświadczył nie kwalifikując się do finałów na
olimpiadzie w Barcelonie, Edwards odczuł, że Bóg prowadzi go do
tego, by powrócił do niedzielnych występów. "Moja decyzja by nie
brać udziału w zawodach odbywających się w niedziele, była
czynem świadczącym o mojej wierze, zaś teraz byłem gotowy by
świadczyć poprzez występowanie w niedziele. Człowiek układa
plany, ale Bóg kieruje jego ścieżkami".
Po osiągnięciu sukcesu, wiara nadal pozostała najwyższym
priorytetem w życiu Edwardsa.
"Moim marzeniem jest zabrać rodzinę do Ameryki i studiować
teologię, jednak nie będę niczego przesądzał i pójdę drogą, jaką
będę prowadzony".
Niektórzy mogą nazwać to skokiem wiary - dla Edwardsa to styl
życia.
|
|
 |
| |
|
|
|
Danielle Viglione |
Koszykarka, grająca na co dzień w pierwszoligowym klubie Włoskim
Famila Schio, jest też reprezentantką Włoch.
Kiedy byłam młodsza koszykówka była dla mnie wszystkim. Całe
moje życie było dążeniem do doskonałości w koszykówce. Moim
jedynym celem było bycie najlepszą z najlepszych. Wiele
poświęciłam i z mnóstwa rzeczy musiałam zrezygnować, ale
pracowałam ciężko i zawsze osiągałam zamierzone cele. Jeśli już
udało mi się pokonać napotkanie przeszkody, poświęcałam się
nawet bardziej.
Czułam się zadowolona i spełniona aż do trzeciego roku studiów
na Uniwersytecie w Teksasie. Miałam wówczas poważną kontuzję
stawu skokowego co zakończyło się operacją i wyłączeniem z
treningów i meczów na wiele miesięcy. Nie mogłam niczego robić
poza siedzeniem i czekaniem. Bez koszykówki czułam wielką pustkę
w swoim życiu. Czułam, że coś tracę. Pustkę tą próbowałam
wypełnić nauką, spotykaniem się z chłopakami, ale nic nie dawało
mi tyle radości co koszykówka.
Jestem wdzięczna, że miałam koleżankę, która wtedy powiedziała
mi o Bogu. Zapytała mnie czy zastanawiałam się nad osobistą
relację z Jezusem. Na początku pomyślałam, że to bardzo głupie
pytanie: Kto może mieć relację z kimś kto nie żyje? Jak ktoś
taki może wypełnić pustkę w moim życiu? Wiedziałam jednak, że
potrzebuje czegoś, więc pomodliłam się wtedy, aby Jezus stał się
moim Panem i Zbawicielem oraz zamieszkał w moim sercu i On to
zrobił! Moje życie nie zmieniło się w jednej chwili. Stopniowo
zaczęłam rozumieć decyzję jaką wtedy podjęłam. Im więcej poznaję
Boga przez modlitwę, czytanie Jego Słowa, rozmowę z innymi
wierzącymi, tym większe widzę Jego działanie w moim życiu.
Cały czas ciężko pracuję na boisku, ale koszykówka nie jest moim
życiem - jest nim Jezus. Nie wiem co stanie się jutro z moją
koszykówką, ale zawsze będę miała radość, która pochodzi od
Niego. Nie czuję już pustki w swoim sercu. Jezus umarł za mnie i
za ciebie na krzyżu, zabrał moje grzechy ponieważ bardzo nas
kocha. To jest coś na co nie muszę i nie mogę zapracować.
W Liście do Filipian 3:12-14 czytamy: "Nie [mówię], że już [to]
osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też
[to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa.
Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to
jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły
ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku
nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie."
Teraz nic nie może stanąć na przeszkodzie w zdobyciu mojego
celu, którym jest życie dla Jezusa!
Daniell Viglione
|
 |
| |
|
|
|
|
David Robinson |
Koszykarz NBA
W drugim roku gry w lidze miałem wszystko. Przynajmniej mi się
tak wydawało. Zarabiałem miliony dolarów. Miałem domy,
samochody, wszystko czego zapragnąłem. I nagle zdałem sobie
sprawę, że otrzymałem to wszystko od Boga, a ja nigdy Mu nie
powiedziałem: dziękuje ci Boże za to wszystko co mam.
Przypominałem mysz biegającą dookoła klatki lub chomika w
specjalnym kółku. Kręciłem się tak jak on i dobrze mi się
wiodło. Odnosiłem zwycięstwa, zarabiałem mnóstwo pieniędzy.
Przecież po to w końcu przyszedłem do szkoły. Mieszkałem w
ładnym domu, jeździłem ładnym samochodem i byłem zadowolony.
Pewnego dnia jednak zrozumiałem, że mógłbym tak biegać do końca
życia, nie wiedząc co przez to chciałbym osiągnąć. Realizowałem
zamierzenia innych ludzi. Kiedy to zrozumiałem, popłakałem się i
powiedziałem: Boże jest mi tak przykro, zachowywałem się jak
rozpieszczony dzieciak. Dziękuję za wszystko co mi dałeś.
Obdarzyłeś mnie wielkim błogosławieństwem. Dlatego teraz chcę Ci
oddać wszystko co posiadam. Od tego dnia chcę Cię poznawać,
podążać za Tobą, trzymać się Twojej dłoni i kochać Cię tak jak
mówię, że Cię kocham. I wtedy Bóg zmienił moje życie o 180
stopni. Zmienił mój sposób myślenia. Dał radość i umiejętność
cieszenia się z tego co mam.
SKAŁA, tym właśnie jest Jezus - SKAŁĄ. Powiedział: "Ja jestem
drogą, prawdą i życiem" i poza nim nie ma innej drogi. Tego
właśnie nie rozumiałem zanim nie zostałem zbawiony. Często
myślimy sobie: jestem całkiem dobrym człowiekiem. To nieprawda.
Istniał tylko jeden dobry człowiek i był nim Jezus Chrystus. Bóg
powiedział, że Jezus Chrystus jest jednyną drogą. Wyobraź sobie,
że istnieją miliony ludzi temu zaprzeczą lecz ty powinieneś
słuchać tylko Boga. On jest SKAŁĄ, jedynym fundamentem, który
jest bezpieczny. Ja kieruję się tym co powiedział Bóg. Jego
słowem. Wierzę w nie, trwam przy nim. To moja SKAŁA i mój
fundament. Nikt inny nie powiedział, że przebaczy nam nasze
grzechy, ale każde następne pokolenie wiedziało, że tylko Bóg
może to uczynić. Jezus powiedział nam, że przebaczy nam nasze
grzechy i dlatego musiał umrzeć. I to jest moją SKAŁĄ.
David Robinson
|
 |
|
|
|
Heiko Herlich |
piłkarz
W pewnym okresie mojego życia, gdy musiałem przeżyć niejedną
porażkę w życiu sportowym i osobistym. I gdy czułem się
zniechęcony, poznałem pewnego sportowca, Brazylijczyka Jorginho.
Zrobił on na mnie olbrzymie wrażenie swym beztroskim i
naturalnym sposobem bycia. Zauważyłem, że choć w sporcie
osiągnąłem wiele sukcesów, istotne pytania dotyczące sensu życia
pozostawały bez odpowiedzi. Na obozach sportowych w Bayer
Leverkusen mieszkałem z Jorginho w jednym pokoju. Opowiadał mi o
swoim chrześcijańskim życiu. Dyskutowaliśmy całymi godzinami na
temat wiary, często też czytaliśmy Pismo Święte. W tym czasie
Jorginho zaprosił mnie na cotygodniowe studium biblijne.
Po intensywnych rozmowach, studiowaniu Biblii i modlitwach
przyjąłem Chrystusa.
Wiem, że odkąd zdecydowałem się na życie z Bogiem, Jezus
Chrystus przerzucił pomost prowadzący mnie do Boga. To On
porządkuje moje życie i ciągle doświadczam tego, że jedynie w
ramionach Boga mogę znaleźć oparcie.
Bóg od podstaw zmienił mój stosunek do sportu. Naturalnie nadal
chcę wygrywać oraz twardo i konsekwentnie grać w piłkę nożną.
Jestem również niezadowolony z różnych decyzji oraz porażek.
Jednak wiem, że w życiu są dużo ważniejsze rzeczy: umiejętność
przebaczenia, przyjaźń, wyrozumiałość wobec moich kolegów z
drużyny i ludzi, z którymi przebywam. Sam nie podołałbym temu.
Pomaga mi w tym wiara w Boga.
Od małego fascynowało mnie w piłce nożnej to, jak należy
prowadzić piłkę i co można z nią zrobić. A jeśli znajdzie się
jeszcze dziesięciu podobnie myślących, to ta rzecz sprawia dużo
więcej radości. Moje osiągnięcia, które zdobywam z pomocą Boga,
motywują mnie jako chrześcijanina i gracza również wtedy, gdy
nieoczekiwany wynik nie nadchodzi. Ale każdego dnia, wraz z moją
żoną Sangitą, cieszymy się z tego co możemy przeżyć.
|
|
|
|
|
Tomas Kapusta |
hokeista
Gram w hokeja odkąd ukończyłem 7 lat. Bardzo to lubię ponieważ
jest to wspaniały sport. Jakkolwiek wiem, że pewnego dnia będę
musiał przestać grać. Myślę o tym, jak sława szybko ulatuje -
sława, do której my hokeiści i tak naprawdę wszyscy sportowcy
dążymy i o którą walczymy. Sława, która przychodzi i odchodzi,
nie pozostawiając po sobie niczego.
Często w moim życiu myślałem o tym: kim naprawdę jestem?
dlaczego się urodziłem? jaki jest cel życia i umierania?
Ponieważ nigdy nie mogłem znaleźć odpowiedzi na te pytania,
odłożyłem je na bok. Ale okazało się, że na próżno, bo one wciąż
się pojawiały i pojawiały.
W 1987 roku wstąpiłem do wojska i zacząłem grać w wojskowym
klubie hokejowym "Dukla Jihlava". Wcześniej nie miałem pojęcia
co oznaczały słowa Bóg i Pismo Święte. Kiedy o nich słyszałem
traktowałem je jako bajki, ponieważ kojarzyły mi się z tym,
czego uczono nas w szkole. Słysząc słowo Pismo Święte
wyobrażałem sobie plątaninę niezrozumiałych słów i zdań, książkę
pełną wymysłów. Kościoły, dla mnie, to były tajemnicze miejsca
gdzie przychodzili starzy ludzie i gdzie usługiwali starzy
księża, których nikt nie mógł zrozumieć. Ludzie chodzili tam
tylko po to, by modlić się. Ponieważ nie mieli żadnego innego
celu w życiu, spędzali tam na kolanach cały swój czas.
Bóg był dla mnie "starym dziadkiem" z białą brodą i laską, w
którego niektórzy ludzie wierzyli, że rządzi światem. W taki
sposób Go sobie wyobrażałem. Myślałem, że tylko szaleni ludzie
mogą wierzyć w coś takiego. A potem, kiedy miałem 20 lat,
zostałem zaproszony na studium biblijne. Największe wrażenie
wywarło na mnie szczere przywitanie pastora Kubicka i jego całej
rodziny. Ta miłość, która promieniał od nich, a także od innych
wierzących w Czeskim Kościele Braci Ewangelicznych, towarzyszyła
mi przez mój cały roczny pobyt w Jihlavie.
Po raz pierwszy w moim życiu usłyszałem słowa Pisma Świętego.
Pochłaniałem je i wiedziałem, że znalazłem to, czego szukałem i
czego bardzo pragnąłem - drogę, prawdę i życie.
W Biblii znalazłem odpowiedzi na wiele moich pytań.
Doświadczyłem również nieopisanej radości i szczęścia, ponieważ
zdałem sobie sprawę, że takie słowa jak: wiara, Bóg, Jezus
Chrystus, Duch Święty, miłość, dobroć, wierność, modlitwa, a
nawet cierpienie mają głębokie znaczenie. Nie jest możliwe bym
odpowiedział wam wszystko , ale wiem jedną rzecz - moje życie
jest teraz cudownie bogate. Bóg jest żywy, Bóg jest miłością,
Bóg jest duchem.
Wszystkie te pojęcia, które początkowo wydawały mi się
niezrozumiałe, stały się jasne kiedy zechciałem poznawać Boga i
szukać Go czytając Pismo Święte.
Dzisiaj żyję dla Boga i wszystko co robię jest wypełnione
pragnieniem służenia mu w DUCHU i w PRAWDZIE. Gram w hokeja z
większą radością niż przedtem i nie cierpię z powodu
świadomości, że pewnego dnia będę musiał przestać grać, ponieważ
wiem, że coś nowego nadejdzie. Bo Bóg mówi w swoim Słowie:
"Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego,
a wszystko inne będzie wam dodane. "Ewangelia Mateusza 6:33
Te wersety również wiele dla mnie znaczą:
"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc
waszych "Hebrajczyków 4:7
"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego
dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie
wieczne. "Ewangelia Jana 3:16
|
|
|
|
|
Wiktor Kafara |
Koszykówka jest dość specyficzną grą. Czas odgrywa decydującą
rolę, a zwycięzcą może być tylko jeden zespół. To gra gdzie nie
ma miejsca na remisy i kiedy dobiega ostatnia sekunda, a wynik
jest nadal nierozstrzygnięty, musi być rozegrana dogrywka.
Zazwyczaj wtedy zawodnicy odczuwają już zmęczenie, a
niejednokrotnie ci najlepsi siedzą na ławce. Wówczas cały ciężar
gry spada na zawodników „nieogranych” i właśnie oni, mają
zadecydować o wyniku meczu.
Nowoczesna koszykówka jest bardzo szybką grą. Każdy z zespołu,
musi dać z siebie naprawdę wszystko, zarówno w ataku jak i w
obronie, ponieważ drużyna jest tak silna jak jego najsłabszy
punkt.
Mając 12 lat rozpocząłem najwspanialszą przygodę swojego życia,
poprzez wyznaczony cel, będąc pozytywnie nastawionym, starałem
się realizować wszystkie założenia poszczególnych trenerów,
którym zaufałem. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że
Bóg błogosławił mi, a ja przechodząc przez poszczególne szczeble
koszykarskiego rzemiosła osiągnąłem jak na ówczesny wiek
„koszykarski” i polskie warunki świetne wyniki - do dziś wraz z
kolegami wspominamy moje pamiętne 67 pkt. na turnieju w
Prudniku! Trzy mecze i trzy razy 50 pkt. w turnieju, w
Katowicach, również turniej we Włoszech z reprezentacją Śląska
był bardzo udany, bo pokonaliśmy naszych rówieśników z Kanady i
Włoch. Debiut w 1 lidze w wieku 16 lat, gra w młodzieżowej
reprezentacji Polski (jako jedyny wychowanek Zagłębia Sosnowiec)
gdzie niejednokrotnie zdobywałem tytuły króla strzelców, brązowy
medal mistrzostw Polski seniorów, to tylko niektóre, ale jakże
ważne dla mnie sukcesy.
Zgubiła mnie niestety nieodparta pokusa grania nie tyle dla
wyniku, co dla kibiców. Mając 22 lata zdecydowałem o założeniu
rodziny (awansowaliśmy w tym czasie do ekstraklasy), urodził się
syn, poszedłem do pracy, a chcąc pogodzić pracę ze sportem
postanowiłem grać na niższym poziomie rozgrywek. Był to okres
7-lat, który mógłbym śmiało określić „straconym czasem”, gdzie
moje „JA” kierowało moim życiem, okres w którym zmieniałem klub
za klubem. Aż przyszedł moment, gdy powiedziałem stanowczo:
„Koniec! To jest bez sensu, muszę wrócić do tego, co było
wcześniej”. Postanowiłem poświęcić swój czas rodzinie (kilka
m-cy wcześniej urodziła się córka) i powtórnie odnowić relacje z
Bogiem, a do tego niestety potrzebowałem zmiany pracy.
To, co się stało zaskoczyło mnie totalnie! Bóg postawił na mojej
drodze mojego życia pewnego człowieka, od którego usłyszałem
ewangelię ( jakiś okres czasu, w nowej pracy, byłem jego
przełożonym). Był to moment, gdzie wyraźnie Bóg dał mi kolejną
szansę i wykorzystałem ją w 100%. Po długich dyskusjach, a
niejednokrotnie sporach, uświadomiłem sobie, że jedyną prawdą
jest Pismo Święte, jedyną drogą Jezus Chrystus (zaprosiłem Go do
swego życia i dziś jest moim Panem) a jedynym sensem życia jest
pewność życia wiecznego. Bóg patrzy na serce człowieka, Jezus
chciał, aby jego naśladowcy przyłączyli się do Niego i pozostali
mu wierni, Dlatego każdy człowiek potrzebuje zachęty oraz pomocy
od innych chrześcijan.
Od tego czasu rozpoczął się okres wzrostu i poznawania Boga -
Boga, jakiego wcześniej nie znałem, Jezus stał się realna
postacią, moje serce stało się otwarte na dzielenie się każdym
świadectwem Jego działania w moim życiu codziennym. Przeniesiono
mnie na nocną zmianę i od tego czasu mogłem pogodzić życie
rodzinne, pracę, czas na czytanie Pisma Świętego, studiowanie
różnych chrześcijańskich książek, oraz sport. Poznałem inne
życie, nowych ludzi, a każda rozmowa zawsze sprowadzała się do
jednego – Jezusa. Pomału zacząłem mówić o osobistej więzi z
Jezusem i co było tak niesamowite, inne osoby także zaczęły
doświadczać Bożego działania. Dziś moja żona i dzieci są
szczęśliwi jak nigdy wcześniej i wiem, że to tylko mógł sprawić
nasz Pan i zbawiciel.
Całe życie jest jak gra w koszykówkę, człowiek ma określony czas
i może wybrać, w którym zespole chce grać (jeden to ten dobry),
a tylko jeden zespół może wygrać. Nieraz Bóg daje nam szansę na
dogrywkę, pamiętam jak cudem uniknęliśmy wypadku samochodowego
wraz z żoną, a jak byłem dzieckiem przeżyłem upadek z dachu
domku piętrowego. Postanowiłem zagrać w tej dogrywce w zespole
Boga i swoją grą przyprowadzić jak największą liczbę kibiców,
aby i oni mogli podjąć wyzwanie gry, której zwycięstwo to życie
wieczne!.... |
|
|