kontakty I strona główna  

O NAS    AKTUALNOŚCI    MATERIAŁY    BĄDŹ Z MISTRZEM    ZESPOŁY SPORTOWE    FILMY

   
bądź z mistrzem
Dariusz Jabłoński
Juan Carlos Valerón
Jonathan Edwards

Danielle Viglione
David Robinson
Heiko Herlich
Tomas Kapusta
Wiktor Kafara
 
Poznaj Mistrza
Na tej stronie możesz przeczytać o sportowcach, którzy są dobrze znani w swoich krajach, a czasami w całej Europie czy na świecie. Wielokrotnie mówi się o nich jako gwiazdach współczesnego sportu.

Są podziwiani za ich sportowe osiągnięcia, styl życia czy też wyznawane wartości.
Wszyscy oni mają jedną wspólną cechę czytają i wierzą w prawdę zawartą w Piśmie Świętym. Nie są oni doskonali ale Bóg naprawdę jest ważny w ich życiu.
 
Dariusz Jabłoński
Myślałem, że byłem chrześcijaninem. Chodziłem do kościoła, spowiadałem się, starałem się dobrze postępować i nikomu nie wadzić. Żyć z innymi ludźmi w zgodzie. Uchodziłem za człowieka spokojnego i cierpliwego, lecz nikt nie zdawał sobie sprawy ile wysiłku kosztowało mnie ciągłe kontrolowanie siebie.

Chciałem panować nad swoimi emocjami i wiele rzeczy dusiłem w sobie. Czytałem wiele książek na tematy życiowe, w stylu: jak pozytywnie myśleć, sztuka przebaczania, sztuka motywacji, radzenia sobie ze stresem. Walczyłem z popełnianymi przeze mnie grzechami. Chciałem nie grzeszyć. Nie umiałem wyzwolić się z grzechu. Nie mogłem znieść tej niemocy, bezsilności. Wierzyłem w Boga i wiedziałem, że jest blisko mnie, lecz tak naprawdę to Go nie znałem.

Zdarzyło się tak, że Bóg posłał do mnie pewnego człowieka, który zapytał się mnie, czy przyjąłem Jezusa Chrystusa do swojego serca jako Zbawiciela? Oczywiście jako chrześcijanin odparłem, że tak, jest w moim sercu. Jednak tego dnia kiedy kładłem się spać ogarnęły mnie wątpliwości, czy aby napewno Jezus mieszka w moim sercu. Zdałem sobie sprawę, że żyłem w błędzie. Jezus był blisko mnie, ale nie we mnie. Wyznałem swoje grzechy i przyjąłem Jezusa Chrystusa do swojego serca. Od tego czasu zacząłem czytać Pismo Święte i wzrastać z moim Panem JEZUSEM CHRYSTUSEM. Jezus stał się numer jeden w moim życiu. On mnie prowadzi i teraz jestem wolny. Wolny od złości, żalu czy pretensji. Oddałem Jezusowi swój rozum, swoje emocje, swoją wolę. Teraz On mnie prowadzi a ja Mu ufam.
Dariusz Jabłoński mistrz świata z 2003 roku
 
 
Juan Carlos Valerón
jest jednym z najlepszych w swoim fachu. Gra dla Deportivo La Coruńa - jednego z najlepszych klubów hiszpańskich, występuje też w reprezentacji narodowej Hiszpanii. Brał udział w rozgrywkach Ligi Mistrzów, Euro 2000 oraz w mistrzostwach świata. Interesujący jest jego pogląd na zadowolenie i spełnienie w życiu.
"Kiedy jesteś młody, pragniesz osiągnąć wszystko, co tylko można, w moim przypadku była to gra w piłkę w najlepszym zespole, wejście do sportowej elity, to był mój cel. Miałem szczęście i udało się - zagrałem w pierwszej lidze, zostałem wybrany do reprezentacji narodowej, grałem w mistrzostwach Europy - być może są to największe rzeczy, jakie się mogą przydarzyć piłkarzowi.

Po osiągnięciu tego wszystkiego człowiek uświadamia sobie jednak, że nie są to rzeczy ważne, że nie mają wartości, jeśli w życiu panuje pustka. Zrozumiałem, że wszystko, co można osiągnąć, jest pozbawione wartości jeśli nie daje to szczęścia - jeśli ludzkie serce nie jest pełne Boga. Miałem w życiu trudne chwile i Bóg był zawsze ze mną. Dlatego wiem, że aby być szczęśliwym, nie trzeba być kimś, trzeba jedynie mieć w sercu Boga.

Juan Carlos był od zawsze świadomy istnienia Boga. Wychowany w Hiszpanii, mówi:
"Wierzyłem w Boga tradycyjnie, jak wszyscy".
Dopiero życiowe problemy zmusiły go do głębszego zastanowienia nad duchową stroną życia. "Podobnie jak większość ludzi, nie mogłem samemu znaleźć rozwiązania swoich problemów, więc w końcu zwróciłem się do Boga. Również jeden z moich braci poznał i uwierzył w Boga. Niedługo potem przeżyłem dwa potężne ciosy. Zmarł mój brat, a w krótkim czasie również ojciec. Mój brat miał jedynie trzydzieści lat. Była to dla nas tragedia. Jednak Bóg miłosiernie zatroszczył się o nas, szczególnie o siostrę i matkę, które najbardziej cierpiały. Wiem, że bez Bożej pomocy nie poradziłyby sobie ze śmiercią brata".

Dla Juana Carlosa Valeróna przyszłość jawi się w jasnych barwach. Jednak ma właściwy stosunek do życia: "Mając Jezusa w sercu, wiem, że wszystko, co się wydarzy w moim życiu, będzie służyło mojemu dobru, dlatego wszystko przyjmę z radością".

"Czytam Biblię, ponieważ wierzę, że jest Słowem Bożym, które Bóg dał nam, byśmy mogli Go lepiej poznać i żyć po chrześcijańsku, abyśmy wiedzieli, jak postępować. Lubię szczególnie Psalm 23, który mówi o tym, że Bóg zawsze będzie z nami, niezależnie od tego, co się wydarzy. On będzie z nami zawsze, w dobrych i złych czasach".
 
 
Jonathan Edwards  
Rekordzista świata w trójskoku, dwukrotny mistrz olimpijski.
Wyobraź sobie, że właśnie ustanowiłeś nowy rekord świata, który próbowano pobić od 10 lat. Co zrobiłbyś ze sławą i możliwościami finansowymi, jakie przyniósł ci ten sukces? Jeżeli byłbyś Johnatanem Edwardsem, to odrzuciłbyś lukratywny kontrakt z zagranicznym klubem, występowałbyś tylko w swoim kraju i spędzał cały wolny czas z rodziną. Brzmi jak pomysł szaleńca? Na pewno nie dla Edwardsa, srebrnego medalisty Olimpijskiego z 1996 roku:
"Nie mam zamiaru zbić fortuny na swoim talencie. Jestem jedynie wdzięczny za to, jakim on jest dla mnie błogosławieństwem".

Edwards, mąż i ojciec dwójki dzieci, został dosłownie wyniesiony na szczyt, podczas Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce w 1995 roku, gdy tego samego wieczoru ustanowił dwukrotnie nowy rekord świata w trójskoku. Stał się pierwszym człowiekiem, który skoczył ponad 18,25 metra.

"Uważam, że mój sukces został mi darowany przez Boga. On to zaaranżował. Jest wielu znakomitych zawodników, ale wtedy jakoś im się nie układało".

W życiu Edwardsa nie wszystko było zawsze takie proste. Gdy w 1992 roku podjął decyzję by nie startować w zawodach, które odbywały się w niedziele, stracił kontakt z wieloma rywalami i nie brał udziału w ważnych wydarzeniach lekkoatletycznych. Po porażce jakiej doświadczył nie kwalifikując się do finałów na olimpiadzie w Barcelonie, Edwards odczuł, że Bóg prowadzi go do tego, by powrócił do niedzielnych występów. "Moja decyzja by nie brać udziału w zawodach odbywających się w niedziele, była czynem świadczącym o mojej wierze, zaś teraz byłem gotowy by świadczyć poprzez występowanie w niedziele. Człowiek układa plany, ale Bóg kieruje jego ścieżkami".

Po osiągnięciu sukcesu, wiara nadal pozostała najwyższym priorytetem w życiu Edwardsa.

"Moim marzeniem jest zabrać rodzinę do Ameryki i studiować teologię, jednak nie będę niczego przesądzał i pójdę drogą, jaką będę prowadzony".

Niektórzy mogą nazwać to skokiem wiary - dla Edwardsa to styl życia.
 
 
Danielle Viglione
Koszykarka, grająca na co dzień w pierwszoligowym klubie Włoskim Famila Schio, jest też reprezentantką Włoch.

Kiedy byłam młodsza koszykówka była dla mnie wszystkim. Całe moje życie było dążeniem do doskonałości w koszykówce. Moim jedynym celem było bycie najlepszą z najlepszych. Wiele poświęciłam i z mnóstwa rzeczy musiałam zrezygnować, ale pracowałam ciężko i zawsze osiągałam zamierzone cele. Jeśli już udało mi się pokonać napotkanie przeszkody, poświęcałam się nawet bardziej.
Czułam się zadowolona i spełniona aż do trzeciego roku studiów na Uniwersytecie w Teksasie. Miałam wówczas poważną kontuzję stawu skokowego co zakończyło się operacją i wyłączeniem z treningów i meczów na wiele miesięcy. Nie mogłam niczego robić poza siedzeniem i czekaniem. Bez koszykówki czułam wielką pustkę w swoim życiu. Czułam, że coś tracę. Pustkę tą próbowałam wypełnić nauką, spotykaniem się z chłopakami, ale nic nie dawało mi tyle radości co koszykówka.

Jestem wdzięczna, że miałam koleżankę, która wtedy powiedziała mi o Bogu. Zapytała mnie czy zastanawiałam się nad osobistą relację z Jezusem. Na początku pomyślałam, że to bardzo głupie pytanie: Kto może mieć relację z kimś kto nie żyje? Jak ktoś taki może wypełnić pustkę w moim życiu? Wiedziałam jednak, że potrzebuje czegoś, więc pomodliłam się wtedy, aby Jezus stał się moim Panem i Zbawicielem oraz zamieszkał w moim sercu i On to zrobił! Moje życie nie zmieniło się w jednej chwili. Stopniowo zaczęłam rozumieć decyzję jaką wtedy podjęłam. Im więcej poznaję Boga przez modlitwę, czytanie Jego Słowa, rozmowę z innymi wierzącymi, tym większe widzę Jego działanie w moim życiu.
Cały czas ciężko pracuję na boisku, ale koszykówka nie jest moim życiem - jest nim Jezus. Nie wiem co stanie się jutro z moją koszykówką, ale zawsze będę miała radość, która pochodzi od Niego. Nie czuję już pustki w swoim sercu. Jezus umarł za mnie i za ciebie na krzyżu, zabrał moje grzechy ponieważ bardzo nas kocha. To jest coś na co nie muszę i nie mogę zapracować.

W Liście do Filipian 3:12-14 czytamy: "Nie [mówię], że już [to] osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też [to] zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno [czynię]: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie."
Teraz nic nie może stanąć na przeszkodzie w zdobyciu mojego celu, którym jest życie dla Jezusa!

Daniell Viglione

 
David Robinson
Koszykarz NBA
W drugim roku gry w lidze miałem wszystko. Przynajmniej mi się tak wydawało. Zarabiałem miliony dolarów. Miałem domy, samochody, wszystko czego zapragnąłem. I nagle zdałem sobie sprawę, że otrzymałem to wszystko od Boga, a ja nigdy Mu nie powiedziałem: dziękuje ci Boże za to wszystko co mam. Przypominałem mysz biegającą dookoła klatki lub chomika w specjalnym kółku. Kręciłem się tak jak on i dobrze mi się wiodło. Odnosiłem zwycięstwa, zarabiałem mnóstwo pieniędzy. Przecież po to w końcu przyszedłem do szkoły. Mieszkałem w ładnym domu, jeździłem ładnym samochodem i byłem zadowolony. Pewnego dnia jednak zrozumiałem, że mógłbym tak biegać do końca życia, nie wiedząc co przez to chciałbym osiągnąć. Realizowałem zamierzenia innych ludzi. Kiedy to zrozumiałem, popłakałem się i powiedziałem: Boże jest mi tak przykro, zachowywałem się jak rozpieszczony dzieciak. Dziękuję za wszystko co mi dałeś. Obdarzyłeś mnie wielkim błogosławieństwem. Dlatego teraz chcę Ci oddać wszystko co posiadam. Od tego dnia chcę Cię poznawać, podążać za Tobą, trzymać się Twojej dłoni i kochać Cię tak jak mówię, że Cię kocham. I wtedy Bóg zmienił moje życie o 180 stopni. Zmienił mój sposób myślenia. Dał radość i umiejętność cieszenia się z tego co mam.

SKAŁA, tym właśnie jest Jezus - SKAŁĄ. Powiedział: "Ja jestem drogą, prawdą i życiem" i poza nim nie ma innej drogi. Tego właśnie nie rozumiałem zanim nie zostałem zbawiony. Często myślimy sobie: jestem całkiem dobrym człowiekiem. To nieprawda. Istniał tylko jeden dobry człowiek i był nim Jezus Chrystus. Bóg powiedział, że Jezus Chrystus jest jednyną drogą. Wyobraź sobie, że istnieją miliony ludzi temu zaprzeczą lecz ty powinieneś słuchać tylko Boga. On jest SKAŁĄ, jedynym fundamentem, który jest bezpieczny. Ja kieruję się tym co powiedział Bóg. Jego słowem. Wierzę w nie, trwam przy nim. To moja SKAŁA i mój fundament. Nikt inny nie powiedział, że przebaczy nam nasze grzechy, ale każde następne pokolenie wiedziało, że tylko Bóg może to uczynić. Jezus powiedział nam, że przebaczy nam nasze grzechy i dlatego musiał umrzeć. I to jest moją SKAŁĄ.

David Robinson
 
Heiko Herlich
piłkarz
W pewnym okresie mojego życia, gdy musiałem przeżyć niejedną porażkę w życiu sportowym i osobistym. I gdy czułem się zniechęcony, poznałem pewnego sportowca, Brazylijczyka Jorginho. Zrobił on na mnie olbrzymie wrażenie swym beztroskim i naturalnym sposobem bycia. Zauważyłem, że choć w sporcie osiągnąłem wiele sukcesów, istotne pytania dotyczące sensu życia pozostawały bez odpowiedzi. Na obozach sportowych w Bayer Leverkusen mieszkałem z Jorginho w jednym pokoju. Opowiadał mi o swoim chrześcijańskim życiu. Dyskutowaliśmy całymi godzinami na temat wiary, często też czytaliśmy Pismo Święte. W tym czasie Jorginho zaprosił mnie na cotygodniowe studium biblijne.

Po intensywnych rozmowach, studiowaniu Biblii i modlitwach przyjąłem Chrystusa.

Wiem, że odkąd zdecydowałem się na życie z Bogiem, Jezus Chrystus przerzucił pomost prowadzący mnie do Boga. To On porządkuje moje życie i ciągle doświadczam tego, że jedynie w ramionach Boga mogę znaleźć oparcie.

Bóg od podstaw zmienił mój stosunek do sportu. Naturalnie nadal chcę wygrywać oraz twardo i konsekwentnie grać w piłkę nożną. Jestem również niezadowolony z różnych decyzji oraz porażek. Jednak wiem, że w życiu są dużo ważniejsze rzeczy: umiejętność przebaczenia, przyjaźń, wyrozumiałość wobec moich kolegów z drużyny i ludzi, z którymi przebywam. Sam nie podołałbym temu. Pomaga mi w tym wiara w Boga.

Od małego fascynowało mnie w piłce nożnej to, jak należy prowadzić piłkę i co można z nią zrobić. A jeśli znajdzie się jeszcze dziesięciu podobnie myślących, to ta rzecz sprawia dużo więcej radości. Moje osiągnięcia, które zdobywam z pomocą Boga, motywują mnie jako chrześcijanina i gracza również wtedy, gdy nieoczekiwany wynik nie nadchodzi. Ale każdego dnia, wraz z moją żoną Sangitą, cieszymy się z tego co możemy przeżyć.
 
Tomas Kapusta
hokeista
Gram w hokeja odkąd ukończyłem 7 lat. Bardzo to lubię ponieważ jest to wspaniały sport. Jakkolwiek wiem, że pewnego dnia będę musiał przestać grać. Myślę o tym, jak sława szybko ulatuje - sława, do której my hokeiści i tak naprawdę wszyscy sportowcy dążymy i o którą walczymy. Sława, która przychodzi i odchodzi, nie pozostawiając po sobie niczego.

Często w moim życiu myślałem o tym: kim naprawdę jestem? dlaczego się urodziłem? jaki jest cel życia i umierania?

Ponieważ nigdy nie mogłem znaleźć odpowiedzi na te pytania, odłożyłem je na bok. Ale okazało się, że na próżno, bo one wciąż się pojawiały i pojawiały.

W 1987 roku wstąpiłem do wojska i zacząłem grać w wojskowym klubie hokejowym "Dukla Jihlava". Wcześniej nie miałem pojęcia co oznaczały słowa Bóg i Pismo Święte. Kiedy o nich słyszałem traktowałem je jako bajki, ponieważ kojarzyły mi się z tym, czego uczono nas w szkole. Słysząc słowo Pismo Święte wyobrażałem sobie plątaninę niezrozumiałych słów i zdań, książkę pełną wymysłów. Kościoły, dla mnie, to były tajemnicze miejsca gdzie przychodzili starzy ludzie i gdzie usługiwali starzy księża, których nikt nie mógł zrozumieć. Ludzie chodzili tam tylko po to, by modlić się. Ponieważ nie mieli żadnego innego celu w życiu, spędzali tam na kolanach cały swój czas.

Bóg był dla mnie "starym dziadkiem" z białą brodą i laską, w którego niektórzy ludzie wierzyli, że rządzi światem. W taki sposób Go sobie wyobrażałem. Myślałem, że tylko szaleni ludzie mogą wierzyć w coś takiego. A potem, kiedy miałem 20 lat, zostałem zaproszony na studium biblijne. Największe wrażenie wywarło na mnie szczere przywitanie pastora Kubicka i jego całej rodziny. Ta miłość, która promieniał od nich, a także od innych wierzących w Czeskim Kościele Braci Ewangelicznych, towarzyszyła mi przez mój cały roczny pobyt w Jihlavie.

Po raz pierwszy w moim życiu usłyszałem słowa Pisma Świętego. Pochłaniałem je i wiedziałem, że znalazłem to, czego szukałem i czego bardzo pragnąłem - drogę, prawdę i życie.

W Biblii znalazłem odpowiedzi na wiele moich pytań. Doświadczyłem również nieopisanej radości i szczęścia, ponieważ zdałem sobie sprawę, że takie słowa jak: wiara, Bóg, Jezus Chrystus, Duch Święty, miłość, dobroć, wierność, modlitwa, a nawet cierpienie mają głębokie znaczenie. Nie jest możliwe bym odpowiedział wam wszystko , ale wiem jedną rzecz - moje życie jest teraz cudownie bogate. Bóg jest żywy, Bóg jest miłością, Bóg jest duchem.

Wszystkie te pojęcia, które początkowo wydawały mi się niezrozumiałe, stały się jasne kiedy zechciałem poznawać Boga i szukać Go czytając Pismo Święte.

Dzisiaj żyję dla Boga i wszystko co robię jest wypełnione pragnieniem służenia mu w DUCHU i w PRAWDZIE. Gram w hokeja z większą radością niż przedtem i nie cierpię z powodu świadomości, że pewnego dnia będę musiał przestać grać, ponieważ wiem, że coś nowego nadejdzie. Bo Bóg mówi w swoim Słowie:

"Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. "Ewangelia Mateusza 6:33

Te wersety również wiele dla mnie znaczą:
"Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych "Hebrajczyków 4:7

"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. "Ewangelia Jana 3:16
 
 
Wiktor Kafara
Koszykówka jest dość specyficzną grą. Czas odgrywa decydującą rolę, a zwycięzcą może być tylko jeden zespół. To gra gdzie nie ma miejsca na remisy i kiedy dobiega ostatnia sekunda, a wynik jest nadal nierozstrzygnięty, musi być rozegrana dogrywka. Zazwyczaj wtedy zawodnicy odczuwają już zmęczenie, a niejednokrotnie ci najlepsi siedzą na ławce. Wówczas cały ciężar gry spada na zawodników „nieogranych” i właśnie oni, mają zadecydować o wyniku meczu.
Nowoczesna koszykówka jest bardzo szybką grą. Każdy z zespołu, musi dać z siebie naprawdę wszystko, zarówno w ataku jak i w obronie, ponieważ drużyna jest tak silna jak jego najsłabszy punkt.
Mając 12 lat rozpocząłem najwspanialszą przygodę swojego życia, poprzez wyznaczony cel, będąc pozytywnie nastawionym, starałem się realizować wszystkie założenia poszczególnych trenerów, którym zaufałem. Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, że Bóg błogosławił mi, a ja przechodząc przez poszczególne szczeble koszykarskiego rzemiosła osiągnąłem jak na ówczesny wiek „koszykarski” i polskie warunki świetne wyniki - do dziś wraz z kolegami wspominamy moje pamiętne 67 pkt. na turnieju w Prudniku! Trzy mecze i trzy razy 50 pkt. w turnieju, w Katowicach, również turniej we Włoszech z reprezentacją Śląska był bardzo udany, bo pokonaliśmy naszych rówieśników z Kanady i Włoch. Debiut w 1 lidze w wieku 16 lat, gra w młodzieżowej reprezentacji Polski (jako jedyny wychowanek Zagłębia Sosnowiec) gdzie niejednokrotnie zdobywałem tytuły króla strzelców, brązowy medal mistrzostw Polski seniorów, to tylko niektóre, ale jakże ważne dla mnie sukcesy.

Zgubiła mnie niestety nieodparta pokusa grania nie tyle dla wyniku, co dla kibiców. Mając 22 lata zdecydowałem o założeniu rodziny (awansowaliśmy w tym czasie do ekstraklasy), urodził się syn, poszedłem do pracy, a chcąc pogodzić pracę ze sportem postanowiłem grać na niższym poziomie rozgrywek. Był to okres 7-lat, który mógłbym śmiało określić „straconym czasem”, gdzie moje „JA” kierowało moim życiem, okres w którym zmieniałem klub za klubem. Aż przyszedł moment, gdy powiedziałem stanowczo: „Koniec! To jest bez sensu, muszę wrócić do tego, co było wcześniej”. Postanowiłem poświęcić swój czas rodzinie (kilka m-cy wcześniej urodziła się córka) i powtórnie odnowić relacje z Bogiem, a do tego niestety potrzebowałem zmiany pracy.

To, co się stało zaskoczyło mnie totalnie! Bóg postawił na mojej drodze mojego życia pewnego człowieka, od którego usłyszałem ewangelię ( jakiś okres czasu, w nowej pracy, byłem jego przełożonym). Był to moment, gdzie wyraźnie Bóg dał mi kolejną szansę i wykorzystałem ją w 100%. Po długich dyskusjach, a niejednokrotnie sporach, uświadomiłem sobie, że jedyną prawdą jest Pismo Święte, jedyną drogą Jezus Chrystus (zaprosiłem Go do swego życia i dziś jest moim Panem) a jedynym sensem życia jest pewność życia wiecznego. Bóg patrzy na serce człowieka, Jezus chciał, aby jego naśladowcy przyłączyli się do Niego i pozostali mu wierni, Dlatego każdy człowiek potrzebuje zachęty oraz pomocy od innych chrześcijan.
Od tego czasu rozpoczął się okres wzrostu i poznawania Boga - Boga, jakiego wcześniej nie znałem, Jezus stał się realna postacią, moje serce stało się otwarte na dzielenie się każdym świadectwem Jego działania w moim życiu codziennym. Przeniesiono mnie na nocną zmianę i od tego czasu mogłem pogodzić życie rodzinne, pracę, czas na czytanie Pisma Świętego, studiowanie różnych chrześcijańskich książek, oraz sport. Poznałem inne życie, nowych ludzi, a każda rozmowa zawsze sprowadzała się do jednego – Jezusa. Pomału zacząłem mówić o osobistej więzi z Jezusem i co było tak niesamowite, inne osoby także zaczęły doświadczać Bożego działania. Dziś moja żona i dzieci są szczęśliwi jak nigdy wcześniej i wiem, że to tylko mógł sprawić nasz Pan i zbawiciel.

Całe życie jest jak gra w koszykówkę, człowiek ma określony czas i może wybrać, w którym zespole chce grać (jeden to ten dobry), a tylko jeden zespół może wygrać. Nieraz Bóg daje nam szansę na dogrywkę, pamiętam jak cudem uniknęliśmy wypadku samochodowego wraz z żoną, a jak byłem dzieckiem przeżyłem upadek z dachu domku piętrowego. Postanowiłem zagrać w tej dogrywce w zespole Boga i swoją grą przyprowadzić jak największą liczbę kibiców, aby i oni mogli podjąć wyzwanie gry, której zwycięstwo to życie wieczne!....
 

 created by HORNET.COM.PL  

© 2002 AIA Polska