referencje

Referencje

Partnerzy o nas

Pan Łukasz Bujok, reprezentujący organizację Athletes in Action Polska dał się poznać jako bardzo dobry mówca motywacyjny. Za nałożonych zadań wywiązuje się sprawnie i terminowo. Wyróżnia się umiejętnością przygotowania mentalnego dużyny, cieszy się wiarygodnością i zaufaniem wśród piłkarzy, z którymi pracuje. Umie własciwie kształtować charakter i dyscyplinę zawodników. Swoją wiedzę i doświadczenie chętnie przekazuje innym. Strona etyczno-moralna bez zastrzeżeń. czytaj więcej...

powody

Wybrane z galerii

Ulotne wspomnienia...

partnerzy

Partnerzy

Współpraca to nasza dewiza...

 
  • Nowość
    Najnowszy film dvd - Zwycięzcy 2
  • Obóz Koszykarski AIA
    11-18 LIPIEC 2010, ŁOCHÓW Lista zapisów już otwarta!!!
  • COACHES CLINIC
    Międzynarodowa konferencja licencyjna dla trenerów - Katowice 2010
Michał - prawdziwa historia

" Moje wcześniejsze życie nie miało wiele wspólnego z Bogiem. Wprawdzie chodziłem do kościoła, byłem ochrzczony i miałem komunię, która do dzisiaj kojarzy mi się tylko i wyłącznie z tym, że dostałem dużą pakę klocków Lego i 800 tyś. starych złotych, aha no i oczywiście piłkę do nogi, którą przebiłem w ciągu kilku dni. Niestety z Jezusem Chrystusem nie miało to wiele wspólnego.

Moje zaangażowanie w kościele polegało na tym, że sam do końca nie wiedziałem co ja w nim  tak właściwie robię. Patrzyłem i myślałem. Hej, chwileczkę, o co tutaj chodzi? Koleś ubrany w jakieś świecące szaty gada co tydzień to samo, kielichy, opłatki, winko, zbiórka na tacę, z której pewnie wszystko idzie na samochody, chodzą z ambony do ołtarza i z powrotem, czytają jakieś niestworzone historie. No nuda. W dodatku jakiś nawiedzony koleś lub siostra śpiewa przy akompaniamencie organ, piosenki po których nie wiedziałem czy cieszyć się czy płakać?

Tak właśnie mijały moje lata w kościele, aż w końcu stwierdziłem, że nie ma to większego sensu i przestałem do niego chodzić. Skończyłem liceum i zacząłem studia na AWF- ie w Krakowie. Pojawiły się pierwsze większe problemy życiowe, a w związku z tym poszukiwanie jakiegoś boga.

Przechodziłem przez parapsychologię, filozofie wschodu, hipnozę itp. , aż w końcu dotarłem do marihuany i zostałem "wolnym wyzwolonym człowiekiem" zniewolonym przez trawkę.

Na szczęście Bóg miał dla mnie plan i pokazał mi przez swoje Słowo, czyli Pismo Święte co zrobić.

Pewnego dnia na lekkim gazie marihuanowym próbowałem przeczytać Biblię, ale nie mogłem jej wziąść, coś mnie odrzucało. W końcu, kiedy wytrzeźwiałem zacząłem czytać i wpadłem na słowa Izajasza, które zostały zacytowane w końcówce Dziejów Apostolskich, a brzmiały następująco: " Idź do tego ludu i powiedz: Usłyszycie dobrze, ale nie zrozumiecie i dobrze będziecie patrzeć, ale nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu. Ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, aby nie widzieli oczami i uszami nie słyszeli i nie zrozumieli sercem i nie nawrócili się, abym ich nie uzdrowił. "

Te słowa tak mnie uderzyły, że się rozpłakałem. Mimo tego, że jest to ostra sentencja poczułem kochającego Boga. Zrozumiałem, że teraz do mnie należy decyzja czy wybiorę Jezusa na przewodnika swojego życia czy nie. W takich warunkach rozgrywały się losy mojego zbawienia. Zostałem też uzdrowiony z rozwijającego się nałogu. Z dnia na dzień przestałem palić trawę, mimo tego że wcześniej próbowałem już rzucić wiele razy bo zaczynały się ze mną dziać niedobre rzeczy. Stopniowo rozwijałem moje życie duchowe. Powiedziałem szczerze TAK Jezusowi Chrystusowi. Zacząłem czytać Biblię, razem z kolegą stworzyliśmy od nowa duszpasterstwo na AWF- ie, które dzięki Bogu trwa do dzisiaj, a nad wszystkim czuwa obecnie ks. Bartek.

Minęło już ok. 9 lat od mojego nawrócenia. W tym czasie Bóg zdziałał wiele cudów w moim życiu. Poznałem moją żonę Edytę, która również stawia Boga na pierwszym miejscu. Mamy wspaniałą córeczkę Martynkę. Nasze życie z Bogiem wciąż wzrasta. W mojej wierze prowadzi mnie wspaniały świecki misjonarz. Sami mamy również możliwość pomagać wielu osobom budować swoje życie oparte na Bogu.

Około 1,5 roku temu zrodziła się myśl, że to co robimy nie jest tak na prawdę 100% oddaniem Panu Bogu, czegoś nam brakowało. Modliliśmy się, analizowaliśmy nasze talenty i do czego Bóg chciałby je wykorzystać i wtedy postanowiliśmy, że spróbujemy przygotować się do bycia świeckimi misjonarzami. Modliliśmy się o to czy to rzeczywiście jest dla nas i zaczęliśmy działać. Zaangażowaliśmy się w działania Salezjańskiego wolontariatu misyjnego, aby zobaczyć jak to wszystko działa. No i w końcu podjęliśmy decyzję, aby zostawić wszystko i poświęcić swoje życie jako świeccy misjonarze. Pragniemy służyć w Peru, aby tam pracować wśród bardzo biednych ludzi. Poprzez naszą służbę nie chcemy tylko i wyłącznie pomagać im wyjść z biedy materialnej, ale przede wszystkim wlać w ich serca nadzieję. Pragniemy pomóc im odnaleźć prawdziwą drogę czyli Jezusa Chrystusa, który ma moc wyciągnąć ich z tego bagna. Poza prowadzeniem ewangelizacji będziemy zajmować się dziećmi i młodzieżą w oratorium na terenie ośrodka salezjańskiego próbując organizować im różnego rodzaju zajęcia sportowe i rekreacyjne.

Przyświecają nam w tym wszystkim słowa Jana Pawła II, który mówił, że kościół ze swojej natury jest misyjny i wychodzi do ludzi. Najważniejsze jednak są słowa wypowiedziane przez samego Jezusa: " Idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody. "

To wielkie zadanie, do którego Bóg powołuje wszystkich wierzących. Ten wyjazd to nie jest nasze " widzimisię " czy wycieczka turystyczna. To ciężka praca nad Bożym dziełem tu na ziemi. Chcemy zainwestować nasze życie w wieczność. Jezus mówi: "Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam i serce twoje”  "

 

Komentarze 

 
#1 primo 2010-06-07 21:55
normalnie zainspirował mnie ten tekst. Choć osobiście zazdroszczę Michałowi tego żaru, to jednak postępowanie "współczesnego" kościoła zniechęca do uczestnictwa w jego życiu. To okrutnie smutna prawda.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

copyright © aiaposlska.com | all rights reserved